Czy myśli o lęku mogą wywoływać… jeszcze więcej lęku?
Wyobraź sobie, że siedzisz na krześle zawieszonym nad basenem pełnym rekinów. Jesteś podłączony do aparatury mierzącej poziom lęku. Gdy tylko urządzenie wykryje, że się boisz — krzesło obraca się i wpadasz do wody. Twoje zadanie wydaje się proste: nie bać się.
Jak myślisz, co by się stało w takiej sytuacji?
Najprawdopodobniej… i tak wpadłbyś do basenu. Lęk w takim momencie jest całkowicie naturalną reakcją, a próba „niestraszenia się” tylko go nasila. Im bardziej staramy się nie czuć lęku, tym silniejszy on bywa.
Podobny mechanizm działa podczas ataków paniki. Najpierw pojawia się drobny sygnał niepokoju, potem zaczynają pojawiać się katastroficzne myśli — wyobrażenia o tym, co może się stać. To zwiększa poziom lęku, co z kolei wywołuje jeszcze bardziej katastroficzne myśli. Błędne koło nakręca się aż do momentu, w którym pojawia się wrażenie, że „oszalejesz”, „stracisz kontrolę” albo „zaraz umrzesz”.
Dlaczego tak się dzieje?
Ponieważ do naszych wewnętrznych przeżyć często stosujemy strategie werbalne.
Jeśli odczuwasz lęk (co — warto pamiętać — jest normalną reakcją na wiele sytuacji), a w głowie pojawia się myśl: „Nie mogę się teraz bać”, to taka myśl… wywołuje dodatkowy lęk.
Lęk jest naturalny. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy go analizować, kontrolować i próbować wypierać słowami. Wtedy na poziomie emocjonalnym uruchamiamy ten sam proces, którego chcemy uniknąć.
Osoby z zaburzeniami lękowymi i atakami paniki często mają tendencję do tworzenia w głowie scenariuszy o utracie kontroli, kompromitacji, utracie zmysłów czy nawet śmierci z powodu lęku. Takie myśli wzmacniają niepokój, bo łączą realne, chwilowe odczucie z wyobrażoną, katastroficzną przyszłością.
Kiedy nie dochodzi do ataku paniki?
Gdy odczuwamy dokładnie ten sam lęk, ale zamiast katastroficznych myśli pojawia się akceptacja:
„Tak, boję się — i to jest okej.”
Akceptacja przerwa błędne koło. Lęk może wtedy być po prostu emocją, a nie zagrożeniem.

